Nie ma już Je suis...? Charlie Hebdo obraził USA i Wielką Brytanię

Nie ma już Je suis...? Charlie Hebdo obraził USA i Wielką Brytanię

Pomysły na sukces /. Życie gwiazd

Skandalizujący magazyn Charlie Hebdo traci swoich dawnych fanów wśród Amerykanów i Brytyjczyków. Powodem tego są komiksy poświęcone rodzinie królewskiej: Elżbiecie II, zmarłemu księciu Filipowi, księciu Harry'emu i Meghan Markle.


Charlie Hebdo, czyli Tygodnik Charlie, powstał w 1970 r. i jest obecnie znany opinii publicznej jako publikacja o wolności słowa, wyrażająca swoje poglądy w ostrej satyrze. Jest to rodzaj krokodyla w stylu sowieckim, ale z tą różnicą, że dziennikarze Charlie Hebdo nie mają tematów tabu i nie używają wulgaryzmów w swoich rysunkach. Wyśmiewają się z wszystkiego i ze wszystkiego. Nawet tragedia Francji w czasie pandemii skłoniła do stworzenia karykatur.



Tłumaczenie: "Koronawirus, bo jesteśmy mistrzami" - nawiązanie do częstych zwycięstw Francji w mistrzostwach w piłce nożnej i rekordowych ognisk epidemii COVID-19.

Do 2015 r. niewiele było wiadomo o istnieniu tej satyrycznej antologii poza Francją. Następnie - około godziny 11.20 15 stycznia - osoby postronne wtargnęły do wydawnictwa, brutalnie rozstrzeliwując 12 osób, w tym dwóch policjantów i kilku pracowników tygodnika. Według oficjalnej wersji, powodem tak makabrycznego ataku była kreskówka, w której artysta wyśmiewał przywódcę ISIS. Według innej wersji, napastnicy wzięli odwet za obraźliwy rysunek proroka Mahometa, który (według wierzących) nie powinien być rysowany.



Stéphane Charbonnier (aka Charb), były redaktor Charlie Hebdo. Zginął w czasie ataku.

Po tym wydarzeniu miliony ludzi na całym świecie stanęły w obronie czasopisma, które stało się symbolem wolności słowa. Hasło "Je suis Charlie" było powtarzane przez wielu, od zwykłych, współczujących obywateli ze wszystkich stron świata, po wysoko postawionych dygnitarzy i celebrytów.



Nie wszyscy jednak szybko jednoznacznie poparli francuskich karykaturzystów. Zwolennicy poprawności politycznej przypomnieli nam, że wolność słowa to dobra rzecz, ale wolność nie jest nieograniczona i kończy się tam, gdzie zaczynają się wolności i prawa innych osób. W przeciwnym razie świat pogrążyłby się w chaosie.
Wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie
zaczyna się
wolność
innego człowieka
.
Żaden cywilizowany człowiek na świecie nie usprawiedliwiłby zastrzelenia kilkunastu osób za... zdjęcia. Mimo to zwolennicy magazynu szybko znaleźli swoich przeciwników, skandując hasła typu "Je ne suis pas Charlie". Wyrazili współczucie dla ofiar i ich bliskich, ale podkreślili, że kondolencje nie są wyrazem aprobaty dla prowokacyjnych ilustracji.

Nieliczne głosy osób wzywających do zaprzestania prowokacji zostały zagłuszone przez okrzyki zwolenników Charlie Hebdo. Potworna tragedia spowodowała wzrost czytelnictwa pisma. Jej działalność jest obecnie śledzona (i to z bliska!) z każdego zakątka świata. Ta popularność zwiększyła nakład, ale zaszkodziła też tygodnikowi. Przecież krzywdzące żarty rysowników oglądają teraz miliardy ludzi.



W naszej epoce tolerancji jest po prostu niemożliwe, aby kogoś nie urazić karykaturą. Najwyraźniejszym tego przykładem był skandal, który doprowadził do porzucenia tygodnika przez jego rosyjskojęzycznych zwolenników. Miało to miejsce niecały rok po ataku terrorystycznym. Chodziło o kreskówkę, która wyśmiewała tragedię lotu 9268 w 2015 r., w którym zginęły 224 osoby (w tym wielu Rosjan). Nie opublikuję tej karykatury, ponieważ w wulgarny sposób przedstawia ona akt seksualny. Katastrofa TU-154 w Soczi w 2016 r. (w której zginęły 92 osoby) była również okazją do stworzenia prześmiewczych zdjęć przez Charlie Hebdo. Choć uwielbiam satyrę, nawet ja nie potrafię znaleźć powodu, by żartować z katastrof lotniczych, w których giną setki ludzi, w tym dziesiątki małych dzieci...

Ale pracownicy Charlie Hebdo nie poprzestali na tym. Pracownicy "Charlie Hebdo" nie poprzestali na tym i nadal publikowali drastyczne karykatury (zazwyczaj o wulgarnej treści i podtekstach seksualnych), z dumą przypisując sobie miano "bojowników o wolność słowa". Złe obrazy napływały, dotykając ludzi z różnych krajów, różnych religii itd. W slangu młodzieżowym karykaturzyści z Charlie Hebdo byli zastraszani, nienawidzeni i trollowani przy każdej okazji. I, oczywiście, podnoszą się na duchu dzięki sensacjom i ostrym problemom społecznym.



A teraz, w 2021 r., magazyn nadepnął na palce dwóm mocarstwom jednocześnie: Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym. O ile w 2015 roku były to hordy kibiców brytyjskich i amerykańskich, o tyle dziś ich liczba nieubłaganie maleje. Powodem tej niechęci były karykatury wyśmiewające królową, jej zmarłego męża, księcia Harry'ego i Meghan Markle.

Tak się składa, że w USA wiele osób broni Meghan, a w Wielkiej Brytanii jest sporo zwolenników Elżbiety II. Tak więc jednoczesne wyśmiewanie się z tych dwóch osobistości na pewno nastawi zarówno USA, jak i Wielką Brytanię przeciwko magazynowi. Łatwo jest naśmiewać się z innych, ale wstydem jest naśmiewać się z własnych wartości i smutków.



Tłumaczenie: "Dlaczego Meghan uciekła z Buckingham". Tekst Meghan: "Bo już nie mogę oddychać!".

Potężna fala oburzenia wywołała karykatura, która pojawiła się po wywiadzie Meghan dla Oprah, w którym księżna oskarżyła teściów Harry'ego o rasizm. Na okrutnym rysunku karykaturzysty królowa przygniata kolanem do ziemi sapiącą Meghan.

Rysunek był zarówno nawiązaniem do wywiadu z Meg, jak i do incydentu, w którym policja w USA udusiła Afroamerykanina podczas aresztowania. Incydent ten stał się jednym z powodów wzmocnienia ruchu Black Lives Matters i prób zwrócenia uwagi opinii publicznej na problemy Afroamerykanów.

Brytyjczycy poczuli się urażeni tą kreskówką, a kto inny by się nie poczuł?

Tłumaczenie: "Czy to jest ta wolność słowa, którą tak bardzo kocha Charlie Hebdo? Czy rasizm, brak szacunku i obelgi są teraz uznawane za satyrę? Przykro mi, ale dla mnie nie ma już Je suis. To nic innego jak rasistowskie lekceważenie i podżeganie do nienawiści. Poprawcie swoją platformę i dorośnijcie".

USA również się obraziły, ale nie aż tak bardzo. Niektórzy antyrasiści byli szczerze urażeni analogią między śmiercią George'a Floyda a życiem Meghan na dworze królewskim. Jednak wiele osób w USA uznało, że komiks jako całość jest przeciwny rasizmowi. Już miesiąc później Amerykanie przyzwyczajeni do czarnego humoru byli naprawdę rozczarowani.



Tłumaczenie: "Harry i Meghan składają hołd księciu Filipowi".

Po śmierci księcia Filipa, który zmarł 9 kwietnia 2021 roku, Charlie Hebdo opublikowało nowy komiks. Przedstawia on zbliżający się pogrzeb księcia Filipa. Książę i księżna Sussex stoją na skraju grobu, bezpośrednio nad trumną zmarłego. Książę Harry, ubrany w mundur III Rzeszy, macha ręką w nazistowskim geście powitania "Sieg Heil!", podczas gdy Meghan (z odsłoniętymi piersiami i w bananowej spódnicy) uśmiecha się szeroko i wesoło tańczy na grobie.

Nazistowski wygląd nawiązuje do fotografii z czasów młodości Harry'ego, kiedy to na imprezę maskową głupio założył ubranie ze swastyką.



Brytyjczycy wciąż wstydzą się Harry'ego z powodu tego stroju...

Brytyjczycy pogrążeni w żałobie po mężu królowej byli wstrząśnięci kpiną z pamięci księcia Filipa, która była równoznaczna z bezczeszczeniem grobu ulubieńca narodu. Ale tym razem Amerykanie byli już wściekli z kilku powodów: nagie piersi Markle (którą wielu w USA uwielbia i porównuje do księżnej Diany) - wyraźny brak szacunku dla ciężarnej kobiety, a także taniec na grobie... a także spódnica z bananów...

Podczas imprezy charytatywnej w Bristolu Meghan podpisywała banany z motywacyjnymi sentencjami dla bezdomnych i pokrzywdzonych przez los kobiet.



Tłumaczenie na bananach: "Jesteś silny", "Jesteś odważny".

Nawet w kreskówce można było zobaczyć napis na skórce, ale niewiele osób pamiętało o akcji Bristolu. Ale wszyscy od razu zorientowali się, że spódnica z owoców z ciepłych krajów była ukrytym nawiązaniem do afrykańskich korzeni księżnej. I właśnie wtedy społeczeństwo amerykańskie (aktywnie przeciwstawiające się nietolerancji i dyskryminacji na tle rasowym) wpadło w furię. Ludzie, którzy wcześniej z dumą nosili znaczek "Je suis Charlie", wściekli się na czasopismo.

Tym razem nie trzeba było długo czekać na gniewne komentarze ludzi różnych narodowości i narodowości:

"Jeśli nie jesteś na tyle zabawny, by uciekać się do rasizmu w żartach, jesteś nieudacznikiem" (Nadine Bachelore-Hunt, reporterka Politics JOE UK)

.



"To po prostu oburzające" (Fanmi Nkem, dziennikarz nigeryjskiego pochodzenia).




















































































































Tłumaczenie plakatów




(od lewej do prawej): "I'm Charly", "I'm not Charly".

Jakie są zatem wnioski? Po pierwsze, jeśli chcesz wyśmiewać się z innych, musisz być przygotowany na to, że pewnego dnia sam będziesz się z nich wyśmiewał. W tym sensie Charlie Hebdo udzieliło swoim (byłym) fanom surowej lekcji.

Po drugie, na naszych oczach topnieje sława tygodnika satyrycznego jako symbolu wolnego i nieocenzurowanego dziennikarstwa. W jego miejsce przychodzi bezlitosne starcie ze społeczeństwem, które nie toleruje nawet cienia poniżenia swoich wartości.



Po trzecie, mimo propagandy tolerancji, jesteśmy społeczeństwem świętości i hipokryzji. Niestety... Mamy luksus przymykania oczu na nietolerancyjne postawy, ale gdy tylko ktoś rzuci kamieniem w nasz ogródek, natychmiast się obrażamy. Jesteśmy tolerancyjni, gdy przynosi to korzyści... dla nas.

Pragniemy wolności kosztem praw innych. Podobnie jak Charlie Hebdo, oburzone cenzurą internetu. Wydawnictwo jasno przedstawia swoje stanowisko, publikując zdjęcie rysownika przypiętego do wielkiego smartfona, który nie może mówić ani rysować.



Tłumaczenie: "Nowa cenzura... nowa dyktatura" (okładka z 2020 roku, z okazji 5. rocznicy tragedii w wydawnictwie).

Pracownicy tygodnika, który niegdyś z dumą nawoływał do wolności prasy, teraz muszą stawić czoła fali oburzenia ze strony byłych fanów, którzy domagają się, by liczyć się z ich wolnością. To, o co walczyliśmy, mamy










































































...












































































Pytania do czytelników

.

Co o tym sądzisz? Czy "wolność" daje ludziom prawo do obrażania innych (choćby żartobliwie) poprzez publiczne wyśmiewanie ich wartości w obraźliwy sposób? Czy społeczeństwo potrzebuje etykiety i kultury zachowania? Czy media w ogóle potrzebują cenzury, czy każde ograniczenie wolności słowa (nawet najbardziej obraźliwe) byłoby złośliwe? Osobiście nie znam właściwej odpowiedzi na te pytania. Naprawdę, nie...
Autor: Mira Kirova Omów artykuł
  • Aktualności
Powiadom znajomych: Subskrybuj magazyn:
  • Czytaj także
  • Komentarze














































































Autor

Redakcja "Tele Horse"